Zerwanie z kimś jest trudne

To nie ty to ja. Zarumieniłem się oszołomiony słysząc, jak to mówię. Rozmowa prowadząca do tego była pomieszana i nieumyślnie krzywdząca obie strony. Byłem zupełnie nieprzygotowany. Po kolejnych 20 minutach i pakiecie tkanek, spotkanie się zakończyło. To nie było produktywne.
Ale skutki rozpadu nie wiązały się z odroczeniem zdjęć na Facebooku, skandalicznymi nocnymi wiadomościami tekstowymi lub sesjami wentylacyjnymi z przyjaciółmi. Zamiast tego oznaczało to koniec faksowania recertyfikacji dla odwiedzającej pielęgniarki i uzupełnianie recept: Kończyłem związek nie z dziewczyną, ale z pacjentem z mojej stacjonarnej kliniki wewnętrznej.
Pomimo całego nadzoru dzisiejszych mieszkańców – elektroniczne awarie i twarde przystanki, rejestrowanie godzin, komitety poprawy jakości, osobiste spotkania doradców – kluczowy aspekt rezydencji został w dużej mierze pominięty: zakończenie. W szkole medycznej przygotowujemy się do rozpoczęcia treningu klinicznego. Jako stażyści wykonujemy procedury i realizujemy plany leczenia z nadzorem, aby umocnić nasze umiejętności. Ale otrzymujemy niewiele wskazówek na temat pozostania na miejscu.
Jednym z najdziwniejszych aspektów zakończenia pobytu jest obowiązkowe zakończenie wszystkich naszych relacji z pacjentami. Właśnie wtedy, gdy relacje te są dobrze ugruntowane, większość mieszkańców akademickich centrów medycznych łamie więzi i rozwija karierę zawodową – przechodząc do subspecjalizmu, stając się szpitalnym uczestnikiem, dołączając do prywatnej praktyki, przeprowadzając się do bardziej uzdolnionego miasta lub skupiając się na badaniach.
Kiedy zdecydowałem się przejść do opieki nad pacjentami z mojej kliniki, zaskoczyły mnie i zaintrygowały ich reakcje, moje własne frustracje i emocje oraz sam proces separacji, który uwydatnił wartość fundamentalnych, staroświeckich relacji pacjent-lekarz. .
Moje pierwsze rozbicie nie poszło dobrze. Pacjent – nazwałbym ją panią Rodriguez – był wątłym, wychudzonym, 70-letnim domem opieki z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc i paraliżującym lękiem. Spotkałem ją pierwszego dnia roku szkolnego i widziałem ją ponad tuzin razy, ale myślałem, że nasza współpraca była katastrofą, ponieważ była często hospitalizowana z powodu wybuchów choroby płuc. Uśmiech od niej był rzadki, a momenty wglądu w jej choroby jeszcze rzadsze. Wstydziłem się, że nasze wizyty nas przerażają i założyłem, że ona też.
Pod koniec naszego ostatniego spotkania, przemawiając nad moim ekranem komputera, mimochodem wspomniałem: Och, przy okazji, przy następnej wizycie będziesz miał nowego lekarza, ponieważ kończę program leczenia w ciągu kilku miesięcy .
Ku memu zdziwieniu wodociąg otworzył się. Jesteś moim trzecim lekarzem od 7 lat – płakała pani Rodriguez. Jestem zbyt chory, cały czas jestem w szpitalu, żaden lekarz nie może się mną zająć. Każdy. Pojedynczy. Jeden. porzuca mnie.
Zaskoczona, próbowałem ją uspokoić o płynności przejścia. Jasno udokumentowałem wszystko i streściłem jej troskę, aby nic nie umknęło. Wylogowałbym się twarzą w twarz z następnym lekarzem.
To nie ma znaczenia – odpowiedziała. Zacznie się od początku
[przypisy: koszt badań lekarskich do pracy, implanty ortodontyczne, lek od alergii bez recepty ]